Powrót i moja walka o siebie.

 Witajcie kochani!

Chociaż pierwsze co powinnam wam napisać to: przepraszam. Baardzo długo mnie tutaj nie było. Dokładnie od stycznia. Nie muszę się tłumaczyć ale... jednak z szacunku do was troszkę się wytłumaczę.

Opowiem wam krótką historię.

Zaczął się rok 2020. Dla mnie? zaczął się świetnie, mam świętną pracę, przyjaciół, zdrową rodzinę, chłopaka od 8 lat i mój pierwszy wyjazd do USA! Tak wyleciałam do Teksasu. Była to podróż służbowa ale naszczeście mieliśmy chwilę czasu na zwiedzanie. Wielkie pick-upy, długie drogi, pola, zakazy wnoszenia broni, nawet widziałam prawdziwego kowboja. Chociaż ja byłam w Houston, moi, bardziej doświadczeni koledzy, twierdzili, że Houston to jeszcze nie prawdziwy Teksas. Nie zmieniało to faktu, że byłam przeszczęśliwa i zachwycona. Teraz tym bardziej marzę, żeby pojechać tam i zwiedzić Stany..ahh to jest zdecydowanie na mojej liście "to do" w życiu.

Mamy luty, marzec, a ja mam duuużo pracy (tak pomimo tego wirusa miałam sporo pracy), zostaje po godzinach, wracam padięta i z wyrzutami sumienia, że kolejny dzień nie zrobiłam nic na bloga za którym tak bardzo tęsknię. Niemniej jednak byłam tak senna i podnięta, że po prostu fizycznie nie dawałam rady. Tak tak, popadałam w pracoholizm, który powoli przekuwał się w wypalenie (ekhem mam dopiero 26 lat jak coś). Jednak nie odważyłam się narzekać ponieważ to byl (i wciąż jest) czas w którym ludzie tracą pracę i marzą, żeby być na moim miejscu. Dlatego urabiałam się żeby tą pracę utrzymać. 

Kwiecień, maj, a ja dalej myślami cały czas w pracy i coraz większe wyrzuty sumienia, tym bardziej, że obnosiłam się z tym, że rozwinę bloga, że podzielę się swoją pasą do mody, że zacznę robić realne kroki w kierunku do swojej marki modowej - ale pytam się kiedy? Nawet sobie kurde w lutym nowy aparat kupiłam, żeby mój blog nabierał na jakości. Ale mówiłam sobie "Przecież mam tyle pracy kiedy ja mam coś rozwijać? Przecież nie rzucę etatu, a jak nie wypali? Z czym zostanę? A jak nie znajdę potem pracy?" No i tak mieliłam to w głowie nie biorąc pod uwagę W OGÓLE faktów, że:

- mogę np. nie robić nadgodzin, nie brać codziennie komputera do domu i mieć własne życie

- mogę robić to małymi krokami po pracy, nawet najmniejszymi, oby tylko systematycznie i konsekwentnie (ps. fajnie być takim madrym z perspektywy czasu).

I tak brnęłam w to dalej.

I nagle czerwiec, końców czerwca, ostatnie uderzenie, utrata bliskiej osoby. Utrata mojej babaci, mojej drugiej mamy, która wychowywała mnie, opiekowowała się mną, babcia z którą byłam najbliżej. Najgorsze było to, że zmarła baardzo niespodziewanie, możnaby powiedzieć, że w bardzo dobrym zdrowiu. Nie chcę jednak tutaj opisywać sytuacji, to był dla mnie po prostu szok. Jednak dobrze mi z tym, że do końca poświęcałam jej dużo czasu, pomagałam jak tylko mogłam i zawsze byłam na telefon. Zawsze dbam, żeby podarować bliskim czas. Nawet kiedyś napisałam o tym post - >TUTAJ. Pamietajcie, żeby podarować ten czas bliskim, jest tak bardzo ważny, a tak bardzo nic nie kosztuje.

Nie chcę się tutaj żalić ani wzbudzać współczucia. Po prostu dlatego nie było mnie już od czerwca do tej pory. Musiałam sobie wszystko poukładać. Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie skłoniła do przemyśleń: Co ja chce robić w życiu? Czy to co robię mnie satysfakcjonuje? Czy ja na prawdę chcę to robić? Dlaczego tak boję się ruszyć w własnym pomysłem? I teraz wam powiem jakie były moje myśli, jak absurdalne były moje myśli:

- A co powie rodzina jak mi nie wyjdzie z marką odzieżową?

-A co jeśli będą się ze mnie śmiać ?

- A kurde te ubrania, wszyscy teraz robą, czym ja się mogę wyróżnić?

- Mam teraz dobrą pracę na etat w biurze, dobre stanowisko, można się tym pochwalić, a ciuszki? To takie głupiutkie może się wydawać, gdzie ja na tym teraz zarobię?

- Nawet nie wiem jak zacząć.

To tylko niektóre z moich myśli. Ciekawa jestem ile założycieli znanych marek myślało podobnie jak myślałam ja :D. I powiem wam zupełnie szczerze, że dalej mam takie myśli i wątpliwości bo jestem na samiutkim początku, ale teraz się im nie poddaje i wierzę, że mi się uda. Wierzę, że systematycznością i ciężką pracę dopnę swego. I wam też tego życzę!

Mam nadzieję, że u was wszytsko w porządku! Dla ocieplenia wysyłam wam zdjęcia z jesiennego spaceru w górach :) W te wakacje, a własciwie już w jesień odpoczywałam 4 dni w moich ukochanych Karkonoszach. Góry są tak piękne i uspakajające. Przesyłam wam trochę dobrej, spokojnej energii przez te zdjęcia. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu.

Mam nadzieję, że moim krótkim dosadnym postem wniosę coś do waszego nastawienia :)

Dzisiaj mało modowo ale...sami rozumiecie :)

Widzimy się w następnym poście!










3 komentarze:

  1. Totalnie Cię rozumiem. Ja miałam tak na studiach- rok temu zaczęłam niderlandystykę i miałam takie, że totalnie tego nie czułam.. tzn fajnie, ale traciłam ten czas, który moglabym wykorzystać na coś innego. Ostatecznie skończyłam rok, wzięłam dziekankę i jestem na studium aktorskim. Oprócz tego piszę bloga- kocham to całym sercem i cieszę się, że nie zaczynałam drugiego roku.. Może to banał, ale rób to, co kochasz. Tylko nie idź w to ślepo, miej plan B. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że w miarę szybko zorientowałaś się, że to nie to, tylko pogratulować :). Niektórzy dowiadują się o tym dopiero w pracy..ale nigdy nie jest za późno! I zgadzam się w pełni z tym prostym ale mądrym zadaniem "rób to co kochasz", życie mamy jedno, ale oczywiście trzeba robić wszystko mądrze i rozważnie. Bardzo dziękuję za komentarz :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój czas poświęcony na moim blogu, to dla mnie wiele znaczy :)
Jeśli spodobał Ci się mój blog to zachęcam do obserwacji - to bardzo motywującego! Jeśli Twój blog również mi się spodoba - także zaobserwuję :)
Na każdy komentarz staram się odpowiadać i zajrzeć na bloga każdego komentującego:)

Thank you very much for your time devoted to my blog, it means a lot to me :)
If you liked my blog, I encourage you to follow - it's very motivating! If I like your blog, I will also notice :)
I try to answer every comment and look at the blog of every commenter :)